Widzisz wiadomości znalezione dla frazy: kuchnia zazdroski firany

okno kuchenne

Mnie się starsznie podobają firmanki - zazdroski (takie od połowy okna), ale trzeba mieć dość specyficzny klimat w kuchni, żeby pasowały. U nas, w aneksie, trzeba będzie jeszcze zgrać to z wystrojem pokoju, więc raczej się nie sprawdzą.

Do tej pory fukcjonowałam w kuchni z roletą i firanką, ja pozbyłabym się firanki (nie przepadam) i zostawiła tylko roletę.

Fiona, jakie to są rolety "wewnętrzne"? Wewnątrz okna, czy wewnątrz mieszkania? Jeśli te pierwsze - to czy można je montować do kazdego typu okna?

 » 

POGADUCHY PRZY KAWIE

aż tak długo to chyba nie bo jednak od czasu do czasu zaglądam

rezydencja? ze niby moja? cały czas w tym samym miejscu, tyle tylko ze na parterze, a nie mam co probowac sie prszeprowadzac jak np i tak trzeba zrobic poprawki malarskie po panach montazystach meblowych. I jak wywietrzeje bede robiła porzadki (!) krkausce kiedys pokazywalam moj zagracony pokoik - i teraz musze ten stos karteluszek, ulotek, zapisków, drobiazgów, gadzetów, teczke, segregatorów, ciuchow, ksiazek, krzyzowek, kosmetykow, czasopism, zeszytow, dlugopisów, swieczek, slonikow, plyt, bizuterii, pocztowek, starych biletów, map etc przeniesc probujac robic jakas segregacje....

chyba pojade do ikei i kupie kartony
Nie na darmo duza szafe zamówilam

A! no i w przyszlym tyg maja byc zaluzje do mojego pokoju -w kuchnio-jadalni-dziennym nie mam koncepcji Znaczy nie lubie firan i zaslon wiec chyba beda po porstu zazdroski czy jak to sie nazywa

A wracajac do meritum - ja goszcze na quizach i rozumku zawsze sercem
A ze dzis okaalo sie ze mam zaleglych 24 dni urlopuz Akademii to moze znajde wiecej czasu. Choc prof i tak nie patrzy sie na urlop..

I mam depresje ze w tym roku niegdzie nie byłam!
No, prawie nigdzie :

Powakacyjny wątek pogaduszek o dwulatkach :)

Witam
Vala pewnie woal tak samo łapie kurz. Może jakieś zazdroski woalowe lub lniane. Zawsze to mniej materiału do prania niz tradycyjne firanki.
Olimpia tez jestem zdania, że życie trzeba sobie ułatwiać. Brawo.
Ulla na zajęcia Yamahy jeszcze nie dotarłam
@ngle no to kicha z tym przedszkolem Szkoda.
Nam wyjazd do Zoo, do Wrocławia bardzo się udał. Dzień roboczy, pogoda pochmurna więc ludzi w zoo jak na lekarstwo , za to zwierzęta dośc ruchliwe Takie np. tygrysy, które zawsze widziałam leniwie śpiące gdzieś daleko na wybiegu, tym razem łaziły pod sama szybą....piękne zwierzęta.
Tchnięta przez wątek pokojów dziecięcych wzięłam się za generalne porządki. Na razie przemeblowałam pokój Magdy na czas sezonu grzewczego przynajmniej ( bo miała głowę przy spaniu , przy kaloryferze) i wysprzątałam na maksa. Pomału sprzątam kuchnię, ale oczywiście już musiałam miskę potłuc. No jakieś szkody muszą być Tak sobie myślę , że na Boże Narodzenie będę miała spokój. Posprząta się z wierzchu i już

firanki, serwetki

ok narysuję ....
a masz resztkę tej cieniutkiej firanki albo tego płócienka? bo jeśli tak to z tego można zrobić zazdroski wtedy mogłabyś zrobić listwę-tunelik z jednej strony 9tej od strony kuchni) wykończony w ząbki a dół z cienkie firabneczki. albo płócienne zazdroski w taki zygzak an dole (wtedy nie za bardzo marszczone)

 » 

ZAJRZYJMY DO ŚLĄSKIEJ KUCHNI

Domy śląskie tak różne, w zależności od tego w jakich okolicach znajdowały się, miały jednak jeden punkt centralny - była to kuchnia. Każdemu człowiekowi kojarzy się ona na ogół z ciepłem buchającym z pieca, z trzaskiem palącego się drewna i węgla, z przeróżnymi zapachami potraw, z glinianymi, fajansowymi, porcelanowymi czy metalowymi naczyniami, a wśród tego wszystkiego z osobą gospodyni - żony lub matki. Ta kuchnia była i jest do tej pory niejako symbolem ogniska domowego.

W czterech jej ścianach niezbędne przedmioty codziennego użytku wraz z meblami funkcjonalnie ustawionymi na wyszorowanych jasnych deskach podłogi służyły tradycyjnie rodzinie śląskiej do sporządzania i spożywania posiłków.

Okna kuchenne, czyste z wypolerowanymi szybami, którymi do dziś szczycą się gospodynie śląskie, mimo tak wielkiego zanieczyszczenia powietrza, wpuszczały światło dzienne poprzez zawieszone na ramach śnieżnej białości firanki, zwane " zazdroskami". Firanki te robione szydełkiem z białego kordonka z motywami roślin i kwiatów lub wzorami geometrycznymi, mocno krochmalone i "szpanowane" do suszenia na specjalnych rusztowaniach, szydełkowały same gospodynie w długie zimowe wieczory. Parapety wewnętrzne okien udekorowane kwiatami doniczkowymi takimi jak: pelargonie czy begonie, wraz z wykrochmalonymi sztywno zawieszkami kuchennymi stanowiły charakterystyczną i ładną dekorację tego pomieszczenia. Zawieszki o charakterze makatek, przeważnie z białego płótna, wieszane były nad stołem, jeśli ustawiony był on przy ścianie, nad drzwiami, nad zlewem lub umywalnią w postaci miednicy z wodą. Służyły one także do zakrywania używanych ścierek kuchennych i ręczników. Zazwyczaj haftowane były w motywy kwiatowe. Zawierały często również ciekawe sentencje lub przysłowia, które mówiły o obowiązku czystości, higieny, życzyły w imieniu gospodyni " smacznego", witały gości hasłem " Gość w dom - Bóg w dom", a domowników najbardziej chyba popularnym: " Kto rano wstaje, temu Pan Bóg daje".

Kuchnia śląska bez względu na liczbę członków rodziny, położenie domu - bądź w środowisku miejskim: osiedla górnicze, familoki, czy też w środowisku wiejskim - była na ogół podobna. Musiało tu być zawsze schludnie i czysto. Na półkach lub w kredensie - "bifeju" ozdobionych papierowymi serwetkami z wyciętymi ząbkami lub płóciennymi z koronką czy też haftowanymi w kwiaty, znajdowały się malowane fajansowe kubki zwane " bonclokami", z których tak często " starzyki" lub " starki" pijały kawę lub wyjadały rozmoczoną w osłodzonym letnim mleku bułkę. W głębi tych ogromnych kredensów znajdowały się wazy, półmiski i salaterki na " lepszą okazję". Garnki i patelnie porządnie wyszorowane miały swoje miejsce w oddzielnej szafce lub wisiały na haczykach zamocowanych w kafelkach pieca kuchennego. Na półkach jak na wystawie zawieszone bywają: "nedelkule", "fyrloki", drewniane " widełki" do kapusty, szczypce do wyjmowania gotującego się prania. Wiszą na ścianie lub stoją: młynki do kawy czy moździerze, miski i ocynkowana wanna schowana czasem pod stołem, w której mył się górnik wracający z " szychty" lub gospodarz powracajacy z pola. Typowym sprzętem były taborety z otwieraną klapą, w której mieściły się zapasy mydła czy innych środków czystości, pasta do butów, szczotki i zapasowe ścierki, " ryczka", na której "starka" obierała kartofle, mąż zawiązywał buty, a dzieciaki przesiadywały zimą przy piecu, słuchając bajań dziadków. Był też "waszkorb" czyli kosz na bieliznę stojący w kącie lub wiszący na ścianie. Duży prostokątny stół mieszczący się pośrodku kuchni lub stojacy przy ścianie przykryty był czystym obrusem - "serwetem", który zdejmowano podczas sporządzania posiłków. Wówczas ukazywała się drewniana płyta stołu porządnie wyszorowana lub pokryta czysta kolorową ceratą. Na jednej z półek kredensu lub częściej na samodzielnie wiszącej półce, w fajansowych czworobocznych lub okrągłych pojemniczkach z przykrywkami znajdowały się podstawowe sypkie artykuły spożywcze takie jak: mąka, kasza, kawa, sól i cukier odpowiednio opisane. Mniejsze, lecz tego samego typu pojemniczki zawierały: pieprz, cynamon, goździki, ziele angielskie, kminek, gorczycę, imbir i inne podstawowe a charakterystyczne dla śląskiej kuchni przyprawy.

To wszystko znajdowało się w kuchni i stanowiło królestwo śląskiej gospodyni. W niej to spędzała niemal całe swoje życie, wychowując dzieci, gotując, piorąc i sprzątając. Wielokrotnie jej obowiązki przenosiły się równocześnie na podwórze, gdzie wśród gdakania kur, kwakania kaczek, gęgania gęsi wykonywała czynności gospodarkskie. W gospodarstwie śląskim najczęściej hodowano prosiaki. Rodziny robotnicze hodowały także w miarę swoich możliwości króliki, gołębie domowe oraz kozy, które dając tłuste mleko były niejednokrotnie podstawowymi "żywicielkami" rodziny a w szczególności dzieci. Gospodynie śląskie czyste i schludne, pracowite i gospodarne, mające w ciagu dnia do pomocy jedynie starsze dzieci, zwłaszcza gdy ojciec pracował zarobkowo, wychowywały je przez pracę wynikającą z obowiązków domowych na dokładnych, pracowitych, uczciwych i obowiązkowych ludzi.

Do obowiązków młodzieży należało: rąbanie drzewa, noszenie wody, zamiatanie i wygrabianie obejścia. Dawniej obowiązkiem dzieci było również mielenie żyta na mąkę, zarabianie rozczynu na chleb i żur, noszenie chleba lub ciast do piekarza, czyszczenie butów a w szczególności butów ojcowskich. Wyróżniały się one u Ślązaków wyjątkowym połyskiem w najdrobniejszych nawet załamaniach skóry. Za źle wyczyszczone buty i niedokładne, niestaranne wykonane czynności domowe dzieci otrzymywały nieraz "baty" lub karę, którą na Śląsku zazwyczaj wymierzała matka. Za wyjątkowe przewinienia karał ojciec. W rodzinach ubogich i licznych, gdzie pomoc dziecka była bardzo istotna, starsze dzieci angażowano również do piastowania młodszego rodzeństwa. Ponadto dzieci zobowiązywano do mycia i szorowania podłóg, pomocy podczas prania i sianokosów. Pasienie kozy czy owcy, chociaż wynikało również z obowiazków domowych, było nieraz jedyną okazją do zabaw lub kontaktów między rówieśnikami. Dzięki tym zwyczajom zarówno chłopcy jak i dziewczęta doskonale orientowali się w pracach domowych a zwłaszcza kuchennych i przenosili kolejno z pokolenia na pokolenie tradycje i zwyczaje śląskie, które żywe są do chwili obecnej.

Ps.
Niebawem dorzucę dwa słówka o spiżarniach.